• Przegląd gryzaków dla niemowląt

    Może to zaskakujące, ale gryzaki to jeden z ulubionych tematów designerów projektujących dla dzieci. Coraz częściej są fajnie wymyślone, ładne i pomysłowe. Ciekawym i dominującym trendem jest szukanie połączenia tradycyjnych, sprawdzonych sposobów na ulżenie w bólu związanym z ząbkowaniem, z nowoczesnymi technologiami produkcji.

    Na przykład jakiś czas temu do łask wróciło drewno, które nie tylko jest bezpieczne, pozbawione szkodliwych, chemicznych substancji, ale także ma naturalne właściwości antyseptyczne. A to, co się z tym drewnem robi, jest całkowicie współczesne: obszywa się maskotkami, wycina w dziwne kształty, personalizuje.

    Bardzo interesująco wyglądają gryzakowe nowości Koo-di. Ta brytyjska marka wraca do tradycyjnych form. Dlatego możemy tu znaleźć na przykład korale, jakie dawniej nosiły na szyi karmiące mamy, aby ich umoszczone w chustach dzieci mogły same sięgać po przynoszący ulgę gryzak-ozdobę. Z tym, że taka współczesna biżuteria wykonana jest z silikonu spożywczego. Kto używa go w domu, ten wie, jak doskonałe jest to tworzywo: bezpieczne bo atestowane, niezniszczalne, odporne na zadrapania, wielokrotne mycie i różnice temperatur. Takie korale możemy nosić z przyjemnością: mają ładne, matowe odcienie szarości, czerni lub pasteli, i wyglądają naprawdę dobrze. Możemy też zostawić je dziecku, aby samo się nimi chwilę pobawiło.

    Innym pomysłem na wykorzystanie silikonu, to połączenie go z całkiem klasycznym kształtem zabawek. Ograniczone do najprostszych, minimalistycznych linii, cieszą dzieci kolorami i masującymi wypustkami. Do każdego gryzaka: samochodu, słonia czy motyla, dołączona jest zawieszka z napami, co pozwoli przyczepić gryzak do ubranka lub na przykład wózka. My bardzo lubimy kolorowe i pomysłowe gryzaki Lilliputiens.

    Warto też zerknąć na nowości Vulli, francuskiej marki, która zasłynęła kauczukową żyrafą Sophie. Lodowe gryzaki pozwalają się schłodzić i skuteczniej przeciwdziałać bólowi. Wiele dzieci w okresie ząbkowania z instynktowną przyjemnością sięgają po to, co zimne. Na przykład  wypasiony model z wizerunkiem żyrafki ma dodatkową część wibrującą, która masuje obolałe dziąsełka.

     

     

     

  • Bardzo, ale to bardzo głodna gąsienica

    Bardzo głodna gąsienica to kultowa pozycja czytelnicza dla najmłodszych dzieci. Ta książka Erica Carle’a powstała ponad 40 lat temu, została przetłumaczona na 47 języków, a do tej pory nie ma sympatyczniejszej gąsienicy, która tak angażowałaby dzieci w zabawę.

    Drukowana na sztywnym papierze i pełna dziurek, w które można wkładać paluszki, dla jednych jest opowieścią o cudzie przemiany, dla innych po prostu – o niezłym apetycie. Niezależnie od tego, ile ukrytych znaczeń dostrzegają w niej wieloletni fani, Bardzo głodna gąsienica jest rewelacyjną książkową przystawką do odkrywania różnych smaków w momencie rozszerzania diety maluszka, a starsze dzieci wprowadza w świat przyrody, matematyki czy nazywania dni tygodnia. Duży jej walor edukacyjny opiera się na pokazywaniu upływającego czasu i towarzyszących temu zmian, co dla małych dzieci jest całkowitą abstrakcją.

    Jednak przede wszystkim ta książka to zabawa. Piękne, mocno kolorowe ilustracje i rytmiczny tekst dający się interpretować na różne sposoby czynią wspólną lekturę autentyczną przyjemnością. Dzieci uwielbiają doczytywać ją do końca, niecierpliwie za każdym razem czekając, aż w końcu z gąsienicy stanie się niezwykły motyl.

    Warto zajrzeć na stronę internetową autora i zobaczyć na przykład, w jakiej technice powstają jego ilustracje. Ale przede wszystkim trzeba się zaopatrzyć w swój własny egzemplarz, bo gwarantujemy – będzie czytany w nieskończoność.

    Niedawno pojawiło się nowe polskie wydanie Bardzo głodnej gąsienicy – ma format XL i jest niezwykłym albumem, który ozdobi pokój dziecka i jego półkę z książkami. A jeżeli już jesteście miłośnikami żarłocznej gąsienicy, pamiętajcie o wspólnym gotowaniu – ono też pobudza apetyt! Przyda się Wam fartuszek i kolorowanka, gdzie czeka nie tylko gąsienica, ale i inni bohaterowie Erica Carle’a.

  • Nosweet

    Wiosna i lato przyniosły nam trzecią już kolekcję polskiej marki nosweet, która stawia na modę organiczną, troskliwą dla natury, i na autorskie nadruki. Już kolejne sezony dzieci chodzą w rzeczach nosweet: ubraniach typu basic, o prostych, ale przemyślanych krojach, i wzorach, jakich nie znajdziemy nigdzie indziej.

    Ekologiczna bawełna to podstawa – i postawa. To troska o skórę i zdrowie naszych dzieci, ale także odpowiedzialny wybór dotyczący naszego stylu życia. Cieszymy się, że dzięki nosweet nie musimy robić kompromisów między modą atrakcyjną dla oka, wygodą ubrań i świadomym proekologicznym wyborem. Autorki nosweet szyją eko, i już! Stawiają na certyfikowaną bawełnę organiczną i ekologiczne barwniki. Same projektują swoje inspirowane naturą wzory i pilnują całego procesu produkcji.

    Kolekcja letnia, tak jak pozostałe, stawia na ubrania, które nie dosładzają naszych dzieci. Dzieci to przecież urok sam w sobie, dlatego ich odzież ma być wygodna, z charakterem, ale bez przesadzonych dodatków.

    Klimat jest więc raczej hipisowski i swobodny, a hasło przewodnie tej kolekcji: „no is sweet” trafiło nawet na koszulki. Idealnie pasuje do klimatów beztroskiego lata, prawda? Znajdziemy tu modele pomyślane na polską aurę, kiedy skrajne upały potrafią przeplatać się z deszczowymi, chłodnymi dniami. Ultra-letnie kombinezony i tank topy uzupełniają potrzebne przez cały rok czapeczki beanie i chustki na szyję. Nie brakuje wyboru koszulek z długim rękawem, które też służą nam właściwie na okrągło.

     

    Letnie sukienki mają kroje hippie, a w tiszertach możemy znaleźć frakowate tyły, charakterystyczne także dla poprzednich kolekcji nosweet. Nadal źródłem inspiracji pozostaje dla autorek świat owadów. Znanemu nam motywowi muchy towarzyszy nowość: rój błękitnych motyli, w wersji uniseks.

    Nosweet warto docenić za uniwersalność ubrań, które mogą służyć cały rok, na różne okazje. Doskonała jest ich jakość i sposób wykonania. A ponieważ właśnie zaczęły się wyprzedaże, zachęcamy do szybkiego podejmowania decyzji!

    Teraz w mamissimie nosweet na lato na wyprzedaży!

     

     

  • Plażowy niezbędnik

    Nie znamy żadnych rodziców, którzy by w kwestii pakowania się na plażę radzili sobie jakoś szczególnie lepiej niż pozostali. Wszyscy ku złotym piaskom pielgrzymujemy tak samo obwieszeni: wielka plażowa torba na jednym ramieniu, pod pachą parawan, i do tego wózek lub dzieci uwieszone rąk.

    Ergonomia plażowej torby to temat rzeka, lista niezbędnych przedmiotów – to drugi. Każda z nas najlepiej wie, co musi spakować: ile jedzenia, jaki krem, jaki ręcznik. A my dziś podpowiadamy w kwestii dzieci: co wziąć, aby nasze ramiona nie ciągnęły się za nami po piasku? Czyli: jak ograniczyć plażowy niezbędnik do minimum, które na pewno się przyda i zajmie nasze dziecko?

    Zacznijmy od piaskowych zabawek. Przydają się niezależnie od pogody, więc stanowią naszą wakacyjną podstawę. Mamy ich mało, za to są wytrzymałe i wielozadaniowe. Żadnego łamiącego się na ostre kawałki tandetnego plastiku – raczej porządne narzędzia, które pozwalają naszym dzieciom bawić się piaskiem na tyle sposobów, ile tylko wymyślą.

    Ekspertem w tej dziedzinie jest marka Quut, a my wybieramy jej dużą łopatkę. Potrafi wykopać największe doły i rowy na świecie, jest niezniszczalna, i ma wbudowane sitko. I – mówimy to z nieukrywaną satysfakcją – jest obiektem pożądania wszystkich tatusiów na plaży.

    Drugi niezbędny element to wiaderko: do budowania zamków, do noszenia wody, do hodowania rybek… Zamiast ciężkiego i sztywnego klasycznego wiaderka, od kilku sezonów wybieramy takie silikonowe: lekkie, dające się zwinąć w torbie w mały pakunek i tak ładne, że właściwie nasze dzieci same je ze sobą noszą. Silikonowe wiaderko jest bardzo wytrzymałe: nasze ciągle wygląda jak nowe.

    Rodzicom maluszków niezbędny jest też namiot plażowy, który pomoże ochronić dziecko przed ostrymi promieniami słońca. To idealne rozwiązanie dla niemowląt, które potrzebują chwili na drzemkę. Maleńki, lekki namiocik to sposób na wydzielenie bezpiecznej przestrzeni wśród plażowego rozgardiaszu, doskonałe miejsce na przewijanie i pierwsze plażowe zabawy. Może się sprawdzić także jako łóżeczko turystyczne.

    Kolejny element niezbędnika to koc plażowy. Musi pomieścić rodzinę, być piękny, miły w dotyku i wodoodporny. A przy tym nie może być zbyt duży! Chcemy, żeby się łatwo czyścił, był łatwy do noszenia, a w razie czego nas opatulił, jesli mocno zawieje. Co powiecie na nowość od polskiej młodej marki Pink no More? Naszym zdaniem idealny na rozpoczęcie sezonu. Gwarantuje letnie nastroje nawet wtedy, kiedy słońce chowa się za chmurami.

    Z doświadczenia wiemy, że warto wziąć na plażę worek na mokre rzeczy. To znacznie ułatwia ogarnianie naszej torby i rozpakowywanie jej po powrocie do domu. Tu ładujemy te wszystkie mokre kąpielówki, zalane sokiem koszulki i inne rzeczy, które wymagają chwili uwagi. Dzięki szczelnemu workowi możemy być pewni, że nie pomoczą nam się pozostałe czyste rzeczy i nie zamoknie wakacyjna gazeta.

    No i jeszcze przekąski! Kąpiele w wodzie, słoneczne promienie, wiatr i duża dawka jodu wyzwalają apetyt jak nic. Jeżeli nie chcemy bez przerwy kursować do budki ze słodyczami, warto przygotować małe przekąski, które umilą plażowy czas. Uchronimy je od wszędobylskiego piasku, jeżeli zakapujemy je w odpowiednie pojemniczki. W naszym butiku znajdziecie ich duży wybór, a my ze sobą spakujemy te marki Boon: są bardzo ładne, wygodne, i mogą posłużyć jako miseczka lub talerzyk, co znacznie ogranicza nam ilość rzeczy do noszenia.

    No, to spakowani. A teraz czas nad morze!

     

     

     

     

     

     

     

     

  • Przytulanka od serca

    Jesteśmy nimi zasypywani. Kiedy rodzi się dziecko i przez następne lata nasze dzieci wciąż dostają od dziadków i znajomych kolejne pluszowe misie, kotki, zajączki, smoki… Jedna ładniejsze, drugie mniej – i tak jest ich bardzo dużo. Takie naskładane stosy miękkich zabawek mogą być fajną dekoracją pokoju, ale rzadko stają się autentycznie bliskimi sercu przedmiotami.

    I tu przebiega różnica między maskotką a przytulanką. Ta pierwsza jest zabawką, ta druga przyjacielem. Maskotek można mieć wiele, niech służą do zabawy, do bitew na pluszaki, do odgrywania ról. Przytulankę ma się jedną lub więcej, ale to z nią się śpi, jej się powierza smutki i sekrety, ją się kocha i pielęgnuje przez lata.

    Wybierając przytulankę dla dziecka, postawmy na uniwersalność: nienarzucający się wzór i mimikę, dobrą jakość i miłe wykończenie. Ta zabawka musi przetrwać niejedno pranie, wiele podróży i mnóstwo nieraz trudnych kolei losu.

    Przygotowałyśmy kilka pomysłów na przytulanki od serca z naszego butiku:

    Przytulaczki to najprostsze przytulanki świata. Składają się z maleńkiego kocyka (często z węzełkami na rogach) i główki. We Francji to tradycyjnie pierwsza przytulanka każdego niemowlęcia, taki kocyk bezpieczeństwa, bez którego nie sposób zasnąć. Dzieci je tulą, ale też skubią, ssą i podgryzają, kiedy zaczynają rosnąć zęby. Nasze ulubione przytulaczki Aden+Anais wykonane są z bambusa i wyróżnia je wprost niewiarygodna miękkość.

    1. sówka Label Label

    2. piesek Aden + Anais

    3. słonik Aden + Anais

    4. sówka Jellycat

    5. łabądek Happy Horse

    6. camper Label Label

    7. szmatka z metkami Snooze baby

    8. królik Les Deglingos

    Quax to belgijska marka, której zabawki słyną z miękkości. Są rzeczywiście bardzo przytulne, układające się pod dotyk i miłe. Wyróżniają się delikatnymi i przygaszonymi kolorami: dominuje szarość, biel i ecru. Ponoć często służą dzieciom jako poduszki. Występują w różnych rozmiarach, a oprócz tradycyjnego misia, znajdziemy tu też owieczki, żółwie i pieski.

    Dużą porcję czułości wyzwalają też brytyjskie zwierzaczki marki Jellycat. Są tak cudownie miłe, że chce się je głaskać i tulić. Są sporych rozmiarów i o ciekawych wzorach (na przykład sowa, albo seria w piżamkach), ale flagowa linia Jellycat to klasyka, czyli długouche zające, które można za te uszy łapać, targać i tarmosić.

    Rewelacyjne zabawki oferuje też Moulin Roty, francuska firma specjalizująca się w zabawkach w klimacie retro. Takie właśnie są ich przytulanki: podobne do misiów z dawnych czasów. Choć w ofercie nie brakuje najróżniejszych modeli, warto zwrócić uwagę na pacynki: są doskonałe do przytulania, a przy tym ożywają, gdy tylko wsunąć w nie dłoń. Czary!

    Angel Bunny, czyli uskrzydlone pluszowe zajączki, to także wymysł Francuzów. Te ciekawie wyglądające przytulanki marki Trousselier są dziś już kultowe: pokochały je dzieci i ich rodzice w Europie i w Japonii. Angel Bunny są dostępne w różnych rozmiarach, bo często stanowią nie tylko przyjaciela od serca, ale i dekorację. My upatrujemy ich wyjątkowości w doskonałej miękkości i oryginalnym wyglądzie: taka przytulanka nie pomyśli się z żadną inną.

    A na koniec nasz faworyt. Takiego charakterystycznego misia możecie dojrzeć na zdjęciach dzieci celebrytów, bo zrobił błyskawiczną karierę w Hollywood. Wyróżnia go nie tylko wygląd, ale i wykonanie: uszyty jest w naturalnej, ciepłej w dotyku i niegryzącej wełny i nie ma sztucznego wypełnienia. Oto Flatout: płaska, ale doskonale przytulna przytulanka, na której cudownie miło jej złożyć główkę przed zaśnięciem.

    1. króliczek Flatout

    2. piesek w piżamce Jellycat

    3. króliczek w piżamce Jellycat

    4. Super Angel Bunny

    5. pani myszka Moulin Roty

    6. kaczka Caramella

    7. króliczek Trousselier

    8. jelonek Moulin Roty

    9. hipcio Les Deglingos

    10. kocur Moulin Roty

     

     

     

     

     

     

     

     

  • TOP 5 zabawek na drogę dla przedszkolaka

    Kiedy nasze dzieci są na tyle duże, żeby móc zadać pytanie: daleko jeszcze?, to znaczy, że najtrudniejszy czas w podróżowaniu mamy za sobą. Najcięższe dla wszystkich są płacze, kiedy przed nami daleka droga, a maluszek jest już totalnie znudzony.

    Niezależnie od wieku podróż z dzieckiem jest wyzwaniem. To wyzwanie, które podjąć warto, bo nie ma wspanialszego rodzinnego czasu nad wspólne wakacje. A wysiłek podróży mogą umilić przydatne gadżety, angażujące zabawki i odrobina naszej pomysłowości. Kiedy wyczerpią się nam bajki do słuchania i sprawdzone patenty typu: popatrz krowa, popatrz bocian, warto mieć na awaryjną sytuację schowaną w bagażu podręcznym zabawkę niespodziankę. Taka zabawka może bardzo pomóc, odciągnąć uwagę i zająć dziecko na kolejne bezcenne kwadranse.

    Chcemy podsunąć Wam kilka takich „kryzysowych” pomysłów i rozwiązań dla dzieci w różnym wieku. Oto kilka naszych propozycji przygotowanych z myślą o przedszkolakach:

    1. Piórnik i kredki. To klasyk. Coraz rzadziej jednak podróżują z nami, bo zastępują je znacznie mniej kłopotliwe aplikacje. A jednak – wyjęte w kryzysowym momencie pozwalają rozbroić niejedną bombę. I nieprawda, że robią bałagan. Kredkami można się nimi bawić, układać kolorami, wkładać z piórnika i wyjmować. Bo o rysowaniu już nawet nie wspominamy!

    2. Gołe aniołki Sonny Angels. Figurki do odgrywania ról, układania do snu, animowania na wszelkie domowe sposoby. Maleńkie i urocze, wywołują uśmiech na każdej twarzy. Jeżeli zdecydujemy się na nowe opakowanie, element intrygującej niespodzianki gwarantuje nam ciszę w przedziale, samochodzie, na pokładzie.

    3. Gry karciane to idealne rozwiązanie, jeśli jedziemy pociągiem, lecimy samolotem lub… płyniemy statkiem. Nie tylko dzieciom czas płynie szybciej, i nie tylko dzieci mają uciechę. Małe pudełeczko zajmuje niewiele miejsca w bagażu, a przynosi tyle radości! Może mieć też walor edukacyjny, dlatego my bierzemy zwierzęce Batamino i bardzo oryginalne Zakupy. Dostępne są gry karciane dla dzieci już od 3 lat!

    4. Zabawki magnetyczne sprawdzą się w ciężkich warunkach: w samochodzie, tam gdzie mało miejsca i trzęsie. My bierzemy je też na kajak i pod namiot.  Będzie można na przykład projektować własne wahadłowce kosmiczne i snuć marzenia o podroży, tak, ale w przestrzeni międzygalaktycznej.

    5. A na koniec w bagażu nie może zabraknąć książeczki. Warto wybrać coś cienkiego, lekkiego, o w miarę sztywnej okładce. No i oczywiście – angażującego! Seria Mudpuppy do nauki rysowania pozwala na szalone popisy wyobraźni. Służy jako blok lub zeszyt ćwiczeń, ale przede wszystkim do zabawy i przeglądania.

    No to najwyższa pora na pakowanie!

     

     

     

  • Wakacyjny plecak

    Nie, nie chodzi o giganta ze stelażem! Na to też przyjdzie czas, ale póki co możemy sprawić naszemu maluchowi pierwszy, nieduży wakacyjny plecak.

    To dobry pomysł na krok w stronę samodzielności, choćby w środku miały być tylko chusteczki lub krem z filtrem. Nie bez znaczenia jest też walor edukacyjny: dając dziecku plecaczek uczymy je, jak planować pakowanie, podejmować decyzję: co wziąć, a co nie, jak szacować własne siły. Pokazujemy, że jest duże: to już nie tylko rodzice taszczą wszystkie bagaże przez piaszczystą drogę ku plaży. Nasze dziecko może nam w tym pomóc i stać się częścią drużyny.

     

    Kiedy my w amoku dopinamy walizki, nasz mały podróżnik może sam zadecydować, co chce spakować sobie na drogę. Oczywiście przed wyjazdem warto dyskretnie przejrzeć, co tam wziął, bo zawartość może nas mocno zaskoczyć, ale początki nauki pakowania mamy za sobą!

    Oto przegląd najfajniejszych, letnich plecaków, które polecamy na wakacyjne podróże lub wypady na/za miasto. Stawiamy na lekkość, wygodę i ładny wzór:

    1. Baletnice i Tyrrell Katz

    2. Słodki kotek Moulin Roty

    3. Kocur Les Deglingos

    4. Słoń Moulin Roty

    5. Rakieta i Crocodille Creek

    1. Czekoladowe groszki Dwell Studio

    2. Pszczółka (z kapturem!) Little Life

    3. Pluszaki Moulin Roty

    4. Lis Coq en Pate

    5. Jungle Fever Coq en Pate

    1. Słodka ośmiornica Beatrix

    2. Czerwony skuter So Young

    3. Czerwony Kapturek Ebulobo

    4. Robot Beatrix

    5. Żyrafa Skip Hop

    6. Biedronka Skip Hop

     

     

     

  • Pokój małej dziewczynki

    Niedawno pisałyśmy o urządzaniu pokoju dla nowo narodzonego chłopczyka. Dziś czas na sypialnię dla dziewczynki.

    Podobnie jak w pierwszym przypadku, rekomendujemy dużo neutralnych rozwiązań. Czas na intensywny róż i inne fascynacje jeszcze przyjdzie i będziemy ten pokój wiele razy przerabiać pod kątem zainteresowań mieszkanki. A póki dziecko jest malutkie, dobrze, żeby jego sypialnia była miejscem kojącym, delikatnym i dającym się łatwo zmieniać dzięki drobnym dodatkom.

    Zacznijmy od bazy. Wybierając meble, warto postawić na biel jako kolor podstawowy. Jednak ponoć komplety wychodzą z mody, a wartością jest łączenie mebli w różnym stylu. Dlatego możemy wpleść szarość, miętowy turkus bądź beż na jednym z nich.

    Podobnie jest ze ścianami: powinny mieć neutralny odcień, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby namalować na niej pas o intensywniejszej barwie (grafit, amarant, fiolet…), lub ozdobić kawałek muru tapetą o wyraźnym wzorze.

    Teraz czas na dodatki: oświetlenie, przechowywanie i drobne dekoracje do zawieszenia. Pastelowe pompony pasują do wszystkich dziecięcych wnętrz, ale w pokoju dziewczynki mogą zagrać szczególnie: dodać baletowej lekkości, pudrowej miękkości, która tak ładnie podkreśla delikatnie dziewczęcy charakter pokoju. Na jedną ze ścian warto powiesić plakat lub obrazek w ramie. To drobny element dekoracyjny, który możemy często wymieniać, a który zmienia bardzo wiele. Choć w naszym butiku nie brakuje wyboru obrazków w kolorach pastelowych, warto poeksperymentować i spróbować z bardziej wyrazistą dekoracją, jak na przykład plakat z księżycem lub sową.

    W kontekście pokoików maluszków ważne są także takie elementy jak pościel czy ochraniacz na łóżeczku – one także stanowią element dekoracji.

    Oto przykładowa stylizacja:

    1. łóżeczko szare Bellamy

    2. tapeta Djeco

    3. kosze wiklinowe Caramella

    4. poduszka słoń Franck & Fisher

    5. lampa Lamps & co

    6. plakat Omm Design

    7. wielka owca Quax