• Pierwsze czytanki

    Ponoć jako naród nie czytamy zbyt wiele. Biczowanie się w tej kwestii nic nie pomoże, lepiej skupić się na czytelniczej edukacji najmłodszego pokolenia – bo to jest i zabawne, i przyjemne, i skuteczne!

    A teraz „czytać ” można już z najmłodszymi. I nie chodzi nam o wierszyki Brzechwy czytane do ciążowego brzucha lub śpiącego noworodka. To też jest fajne, ale dziś chcemy oswoić się z formą książki. Nie z czytnikiem, lecz z prawdziwą książką, która ma strony. Moda na książki z papieru wraca, co można wywnioskować nie tylko z już kultowej reklamy Ikea. Celebryci też się lubią polansować z zaczytanym egzemplarzem pod pachą lub chociaż z odpowiednią torbą zachęcającą do czytania.

    A w naszym butiku czeka wiele lektur dla najmłodszych. Niemowlętom oczywiście nie podsuwamy lektur w pełnym znaczeniu tego słowa – one swoją książkę muszą pomacać, pomiętosić, a nawet spróbować ją zjeść. Bardziej chodzi tu o naśladowanie mamy i taty – o próbę odwracania stron, o przyglądanie się im, niż o jakąś treść. Liczy się forma książki, jej rozmiar i nasz sposób spędzania czasu.

    Pierwsza książka może być miękka jak poduszka. Takie są te marki Skip Hop – uszyte z miłych tkanin i intrygujące. Każda z  nich składa się z 6 stron o różnej strukturze i fakturze. Czeka tu wiele niespodzianek  - oprócz gryzaka i lusterka, jest też wiele dźwięków do odkrycia.

    Lubimy też klasyczną formę harmonijki – tak wyglądały książki dla niemowląt w naszych czasach, i ten format nadal się sprawdza przy maluszkach, które jeszcze nie siedzą. Taką książkę można bezpiecznie ułożyć przy szczebelkach łóżka, aby dziecko mogło obserwować obrazki podczas leżenia na brzuszku lub na plecach. Magni Toys przygotowało wydanie poświęcone zwierzętom. Udane ilustracje i kontrastowe barwy cieszą oczy i dużych, i małych. Gruby, lakierowany karton to także ukłon w stronę tradycji.

    Trochę starszym dzieciom, które lubią już pracować rękami, polecamy drewnianą książkę otwieraną jak koperta. Jest zaskakująca, angażująca i dzieci uwielbiają przewracać jej kolejne zakładki, okrywając coraz to coś nowego.

     

     

     

     

     

  • Przegląd śpiworków dla dzieci

    Zaczęły się zaledwie parę dni temu. Przyszły niepostrzeżenie, ale nieodwołalnie – oto one, chłodniejsze, wietrzne noce. Już nie śpimy przy oknach szeroko otwartych i nie wystarcza już sam koc. Starszym, rozkopującym się dzieciom proponujemy piżamy z długim rękawem, a młodsze na noc pakujemy w śpiworki.

    To najlepsze rozwiązanie na czas, kiedy robi się chłodniej i „przejściowo”. W naszym butiku znajdziecie wiele śpiworków, które chronią przed zimnem, ale nie grożą przegrzaniem.

    Nowe modele zaprezentowało na jesień między innymi Snoozebaby. Wyróżniają je nie tylko metki, ale także rękawki – wygodne dla tych rodziców, który kładą spać dzieci na przykład w samym cienkim body. Rękawy sprawdzą się także w chłodnych mieszkaniach i zimą.

    Z kolei Grobag to znane śpiworki brytyjskiej formy – słynne są ze swoich atestów bezpieczeństwa i z termometru pokojowego dołączanego do każdego egzemplarza. System oznaczeń cieplnych mierzonych w togach pozwala nam zadbać o niewychłodzenie i nieprzegrzanie  niemowlęcia.

    Podobne oznaczenia znajdziemy na cieplejszych modelach Aden+Anais. Są nie tylko śliczne – świetnie sprawdzają się przy nocnym przewijaniu dzięki kilku wygodnym suwakom u dołu.

    Wiele śpiworków jest nie tylko praktycznych i wygodnych, lecz także pomysłowo zaprojektowanych. DwellStudio zachwyca swoimi tkaninami, a Bonnie Baby – pasiastymi, bawełnianymi dzianinami

    Anatology czerpie inspiracje z natury i proponuje nadruki, jakich mało na przedmiotach dla najmłodszych: piękne, delikatne, ale też wyraziste i realistyczne.

    Natomiast Garbo&Friends projektuje śpiworki niczym retro-stroje dla najmłodszych – będą pasowały do poetyckich wnętrz i na… eleganckie okazje.

  • Czas na matę

    Przy opiece nad maluszkiem maty edukacyjne są prawdziwym wybawieniem. Kiedy trzeba, stają się placem zabaw na miarę niemowlęcia albo wygodnym, bezpiecznym legowiskiem.

    Najmłodszym dzieciom nie potrzebna jest jeszcze „edukacyjność”maty. Ważna jest izolacja od podłoża, miękkość i bezpieczeństwo. Tyle wystarczy, a maluszek leży, powoli odkrywa pomieszczenia, jego światło i zapachy. Mama jest blisko, a mata na pierwsze tygodnia jest zdrową, bezpieczną alternatywą dla fotelika.

    Na ten okres polecamy najprostsze maty bez dodatków, takie jak ta DwellStudio lub wyraziste, kwiatowe Dynami Comfort.  Dzieci, które lubią wszystko skubać docenią maty Snoozebaby ze specjalnymi metkami do zabawy.

     

    Na tym etapie dobrą inwestycją może też być układankowa mata Skip Hop – ładnie wygląda na podłodze, stanowi miękką, bezpieczną izolację i sprawdza się przez pierwsze lata życia dziecka, z czasem stając się zabawką. jest wodoodporna i łatwa w utrzymaniu w czystości.

    Natomiast kiedy nasze dziecko zaczyna sprawnie chwytać, obracać się i majstrować przy przedmiotach, potrzebujemy więcej atrakcji. Matę z wysokimi wałkami marki Lilliputiens docenią rodzice, którym raczkujące lub turlające się dziecko „ucieka” z miejsca. Z kolei Moulin Roty przygotowało mięciutką matę z osiołkiem – to doskonałe rozwiązanie dla dzieic, które lubią przysypiać między jedną zabawą a drugą – tu im będzie miękko i przytulnie. Skip Hop ma całą serię mat tematycznych, możemy więc wybrać taką, która pasuje do wystroju wnętrza i charakteru dziecka.

     

     

     

  • Na straganie, w dzień targowy…

    Uwielbiamy wędrować między kolorowymi, jesiennymi stoiskami na bazarze. Nigdy nie jest tu tak kolorowo, jak we wrześniu. Jeszcze ciągle śmieją się do nas letnie smaki: pomidory, borówki, maliny, brzoskwinie… Ale już obok uśmiecha się do nas dynia, pachną węgierki, grzyby proszą o duszenie i suszenie.

    To świetny moment, żeby dzieci uczyć różnorodności lokalnych warzyw i owoców, podsuwać im smaki do odkrywania, no i uczyć je nazw tego wszystkiego. Starszaki możemy zaprosić do kuchni, aby brały udział w szykowaniu śliwek do powideł czy musu z jabłek. Warto też podsunąć im jesienną ( choć w gruncie rzeczy całoroczną) zabawę w stragan z warzywami.

    Przyda nam się przede wszystkim kramik, gdzie możemy ułożyć dary natury. Możemy do skonstruować z kartonu, stolika, lub postawić na gotowy zestaw.  Djeco proponuje na przykład dziewczęcy w kolorach drewniany sklepik. Na wyposażeniu są skrzynki z warzywami i owocami, ale także kasa, tabliczka na ceny i torby na zakupy. Z kolei stragan marki Vilac ma uniwersalne barwy i oferuje dodatkowo lodówkę do lodów, kartoniki herbatników, płatków śniadaniowych i soków.

    Skoro mamy już swój sklepik, to czas uzupełnić asortyment. Tu ciekawie wygląda oferta Plan Toys – możemy wybierać z różnych zestawów warzyw i owoców, dobierając je pod kątem gustów naszych dzieci. Bardzo jesiennie prezentuje się ten z kabaczkiem i bakłażanem. A rodzice dzieci, które lubią sięgać po nóż, docenią bezpieczną alternatywę, czyli warzywa i owoce, które dają się kroić i składać z powrotem.

    W ramach akcji bloggers love Mamissima warzywa Plan Toys testowała dla nas słodka Matyld z bloga sweetmilieu. Jak widać z apetytem.

  • Nowości Nosweet

    nosweet to polska marka, która zmieniła rodzimy rynek mody swoim świeżym pomysłem na kolor i wzór. Obie twórczynie wymyśliły, żeby dzieci nie dosładzać ubiorem, bo i tak są wystarczająco urocze. nosweet niedawno zaprezentowało swoją nową, jesienno-zimową kolekcję, całkowicie zgodną z duchem marki: bez falbanek, nadmiaru barw i krzykliwości .

    Tak jak wcześniej, nosweet stawia na ekologiczną bawełnę i autorskie wzory. Unika wymyślnych detali, wybiera za to na proste, ale trochę awangardowe kroje. Dlatego czekają na nas przedłużone tyły i oversize’owe góry, a przede wszystkim wiele uniseksowych modeli, które wymykają się podziałowi na to, co chłopięce i dziewczęce.

    Do ulubionych szarości i błękitów dołączyła mocna, wesoła butelkowa zieleń, która idealnie wpisuje się w najnowsze kolorystyczne trendy, a wśród charakterystycznych dla nosweet, inspirowanych naturą nadruków pojawiły się nowe motywy: ważki i pajęczej sieci.

  • Wychodź z kąpieli!

    Pierwsze kąpiele to jeden z najbardziej poruszających momentów początków rodzicielstwa i opieki nad noworodkiem. Maluszek powoli oswaja się z wodą, a maleńkie ciałko uczy się, jak rozluźnić się w ciepłej wodzie i poczuć się w niej bezpiecznie. My natomiast z ogromnym skupieniem trzymamy naszego śliskiego skarba i poznajemy go coraz lepiej. A potem wycieranie, to błyskawiczne otulanie w ciepłą, puchatą tkaninę, nasuwanie kapturka, delikatne wycieranie i masaż.

    Starsze dzieci też są rozkoszne. Po tysiąc razy napełniają buteleczki wodą, wylewają nasz ulubiony szampon do wanny i robią latte z pianki do kąpieli, a my musimy ją wypić do ostatniej kropli. I znowu wyławiamy z wody ciepłe ciałko, otulamy, osuszamy.

    Dobre ręczniki dla dzieci to jedna z najważniejszych inwestycji przy kompletowaniu tekstylnej części wyprawki. Wystarczą dwa lub trzy, ale muszą być właściwego rozmiaru i możliwie jak najbardziej chłonne. Według nas niezbędny jest kaptur, który chroni głowkę przed wyziębieniem i ułatwia zarzucenie ręcznika na mokre ciało, kiedy trzymamy je w ramionach.

    Dla najmłodszych doskonale sprawdzają się ręczniki Lodger, bo są niezwykle chłonne i miękkie. Wersja dla starszaków ma otwory na ręce – można się wytrzeć i biegać po mieszkaniu.

    Z kolei Poofi proponuje ręczniki z bambusa, które są duże i praktyczne. Ze względu na naturalną obecność UV, sprawdzą się latem na plaży. Pomyślano też o haczyku, aby ułatwić suszenie.

    Inna polska marka, Effii, klasyczny model z kapturem wykończyła tkaniną w charakterystycznym dla niej stylu – klasycznym, bez wzoru i naturalnym.

    Podobnie wymyśliło to Color Stories – tkaniny obszywające ręcznik nawiązują do stylistyki ostatnich pościelowych kolekcji.

    A co dla tych, którzy lubią wzory i kolory?

    Dwie marki, 3 Sprouts i Skip Hop, mają swoje pomysły na ręczniki-zwierzątka. Oba ładnie wymyślone i sympatyczne, pozwolą dzieciom wybrać  ulubione stworzenie i przebrać się w nie zaraz po kąpieli, zamieniając wycieranie w kolejną fajną zabawę.

    Ręcznik 3 Sprouts testował dla nas Buuba, w ramach akcji bloggers <3 Mamissima. Więcej znajdziecie na blogu.

    A na koniec nasz ulubiony model dla starszaków: DwellStudio proponuje największy rozmiar, łącząc ten bardzo praktyczny i starczający na długo model z kolorowymi wzorami w niepowtarzalnej stylistyce Dwell.

     

     

     

  • Prawo jazdy

    Jesień służy wyrabianiu dziecięcego prawa jazdy. Bo jeździki to coś, co może potem doskonale służyć przez cały rok. Przez cały nadchodzący sezon przydadzą się w domu, jeśli mży lub leje, i na dworze, jeśli słońce znowu wystawi swoje wrześniowe oblicze. Możemy trenować jazdę i w kameralnych warunkach, w przedpokoju po parkiecie, i po pełnych niespodzianek chodnikach i parkowych ścieżkach.

    Rodzice, których dziecko zaczęło korzystać z jeździka, będą zachwyceni zmianą spacerowego tempa – nagle gna się za dzieckiem, zamiast ciągnąć je za sobą. Mnóstwo przy tym radości i pretekstów do zabawy. Jeździki są również korzystne dla rozwoju fizycznego dziecka – pomagają prawidłowo kształtować się stawom biodrowym, ćwiczą siłę nóg, koordynację ruchową i poczucie przestrzeni.

    W naszym butiku znajdziecie różnego rodzaju jeździki, które odpowiadają odmiennym gustom czy potrzebom dzieci i ich rodziców.

    Dla debiutantów, czyli dzieci, które stawiają pierwsze kroki, polecamy pojazdy niewysokie, na które będą mogły same wejść. Worlds Apart oferuje model rozwojowy, który najpierw służy jako bujaczek, a potem możemy dokręcić kółka. Jest miękki i miły w dotyku.

    Z kolei francuskie Vilac połączyło jeździk z pchaczem, i tak powstał bardzo fajny, drewniany wóz strażacki. Ma delikatny klakson, co będzie dodatkową atrakcją dla strażaka, i kółka cichobiegi, co będzie dodatkową atrakcją dla rodziców. Piękny czerwony wóz Vilac testował dla nas mały Buuba w ramach akcji Bloggers <3 Mamissima. Zobaczcie!

    Kto ceni sobie prostotę, ten zachwyci się kotkiem Moulin Roty. Bardzo prosta, kanapowa forma, pastelowe kolory i sympatyczny wygląd sprawią, że ta zabawka będzie także ozdobą dziecięcego pokoju.Nie inaczej jest z kultowymi, bo znanymi od lat na całym świecie pojazdami Baghera. Mają retro look, który wzbudza pożądanie u małych i dużych Błyszcząca metalowa karoseria jest odporna na zarysowania, kółka mkną bezdźwięcznie, szkoda tylko, że nie można wziąć taty na przejażdżkę na tylne siedzenie… No cóż, Baghera to przyjemność tylko dla dzieci. My możemy popatrzeć z zazdrością.

    A na koniec coś dla trochę starszych dzieci, które lubią przenosić ze sobą swój dobytek. Skoot łączy jeździk z walizką, klimat włoskich uliczek z praktycznością, urok Vespy z solidnym wykonaniem. Skoot przyda się wszystkim podróżującym, bo możemy śmiało go brać na pokład samolotu – spełnia normy rozmiaru podręcznego i mieści się na kabinowych półkach. A w środku mamy wszelkie potrzebne przyda się.

    No to w drogę!

     

  • Czas planszówek nadchodzi

    Po południami udaje nam się jeszcze spędzić miłe chwile na dworze, ale coraz szybciej robi się chłodnawo i… ciemno. Wcale nie tęsknimy do jesiennych mrocznych wieczorów, które zaczynają się zaraz po przyjściu z pracy do domu. Staramy się przygotować na ten moment, chłonąc ostatnie promienie słońca i gromadząc jesienne umilacze.

    Do tych drugich należą wszelkie rozrywki, które gromadzą rodzinę wokół stołu. Zestawy plastyczne, farby, karty, no i planszówki. Dzieci uwielbiają grać, akcja je wciąga, a gry pomyślane są tak, by nie trwać za długo, lecz w sam raz – na przykład w oczekiwaniu na kolację można strzelić sobie partyjkę.

    Oto nasze ulubione gry:

    Marbushka, węgierska marka założona przez utalentowaną graficzkę z myślą o jej córce, odświeża klasyczne scenariusze planszówek nadając im całkiem nową oprawę. Dopieszczone artystycznie, w pięknych barwach, kuszą ciekawymi fabułami. Cyrk zachęca go gromadzenia talentów, którymi możemy zabłysnąć na arenie.

    Swoją wariację na tematy cyrkowe ma też Lilliputiens. Proponuje dzieciom połączenie loteryjki z układanką. To bardzo fajny pomysł na wprowadzenie młodszych dzieci w świat planszówek, idealny dla tych, które uczą się nazw barw, zwierząt i czynności.

    Pamiętacie pchełki? Moulin Roty, które specjalizuje się w zabawach retro, połączyło tę cudowną zręcznościówkę z zabawą w poszukiwanie skarbów. Polecana jest od 5. roku życia, ale bawić się w strzelanie pchełkami do celu można spróbować też z młodszymi dziećmi.

    Maleńka, zamknięta w metalowej cienkiej puszce planszówka marki The Purple Cow przyda się zawsze na wyjścia – do lekarza, do znajomych – i w podróży. Bardzo wygodne jest to, że dzięki magnesowi nic się nie gubi (zmora gier to brakujące pionki…), a grę można przerwać i podjąć w dowolnym momencie.

    Niezły wybór ma również Djeco, francuska marka oferująca gry karciane i planszowe. Bardzo sympatyczna jest na przykład Cot Cot Panic, w której lisek poluje na kury w kurniku. A starszaki mogą zabrać w piratów, która spodoba się także dorosłym.

    Lubimy też gry Eeboo, a zwłaszcza tę z ogrodem. Klasycznej planszy towarzyszy piękna kwiatowa oprawa, a scenariusz zachęci do zabawy najmłodszych graczy.

    A na koniec jesienny hit – prawdziwe kwiaty powoli przekwitają, a my będziemy wąchać… tę grę. Sentosphere to lotto zapachowe, które zrewolucjonizuje nasze wieczory. Dzieciaki uwielbiają zabawę w wąchanie i zgadywanie, i potrafią być w tym naprawdę niezłe. Zabawa przez zapachy bardzo podoba się również nam.

    A Was zapraszamy na bloga JJandthebear, gdzie Jonasz gra z tatą w Co tam jest w garażu ?